Dawno, dawno temu żył sobie pewien pan. Pan ten miał dużo pracy, malował obrazy, pisał powieści, uprawiał rolę i nauczał młodych postaw obywatelskich. Nazywany był panem WCh. Pan WCh uwielbiał podróżować, czy to pociągiem, czy statkiem, czy rowerem, a nawet pieszo, każdy go rozpoznawał i kłaniał się w pas. Mimo, że Pan WCh nadal pracował darzony był wielkim autorytetem i miłością ludu. Bywał też na wielu konferencjach artystycznych, naukowych i filozoficznych. Obrazy Pana WCh zdobywały uznanie w całym świcie, znane były aż tam, po horyzont, tam gdzie nie sięga wzrok.
Podczas kolejnej z rzędu eskapady Pana WCh została nawiązana znajomość z mało znanym chłoptasiem, który nazywany był MT, raczkujący jeszcze wtedy MT był pod wrażeniem geniuszu WCh, jego talentu i wspaniałomyślności. Jednak medal ma strony dwie, więc i MT złościł się na początku niemożliwie na Pana WCh. WCh odpływał i przypływał razem z ruchem wody morskiej, jak piasek w klepsydrze i jak zachodzące, i wschodzące słońce. Tęsknota MT za Panem WCh była przeogromna. MT, wygnany przez matkę z domu ruszył w poszukiwania WCh i znalazł go, od tej pory MT stara się nie rozstawać ze swoim mistrzem i mentorem ani na moment, chce się odeń uczyć i być jak on. Wielki WCh.