Adrian Trydencki – “Fraszka o Shanach, czyli opowieść krótka o poczynaniach Najjaśniejszej”

Pewnego niedzielnego, dodajmy listopadowego, popołudnia. Pewna Pani, jak to bywa wiecie, z nosem w pudrze, szminką na ustach, po zjedzonym obiedzie poszła na spacer. Długo chodziła wśród palm daktylowych, kokosowych, krzaków herbaty i kakaowców, aż wpadła na pewien pomysł. Po czym normalne, jakby nigdy nic wróciła do swojego pałacu, zasiadła na aksamitnym fotelu, wzięła do ręki złoto-diamentowe pióro i pergamin, i zaczęła pisać.

Myśli biegły w jej główce, jak stada gepardów goniących biedną antylopę gnu, wznosiły się na wyżyny najwyższej filozofii, jak sokoły wędrowne zasiadające na szczytach minaretów. Pergamin z każdą chwilą stawał się coraz bardziej pełny, mnóstwo zapisków, literek, cyferek, asygnat. Po skończonej pracy, ocierając pot z czoła Pewna Pani oddała swojemu słudze dokument, służyna ten opublikował go w pewnym bardzo ważnym spisie. Wszysycy mieszkańcy i sąsiedzi byli wielce oburzeni poczynaniami Pewnej Pani.

- Jak ona śmie, toż to prawdziwa obraza ! – wrzeszczała pomarszczona, niczym jabłko Esmeralda,

- Pewna Pani Powiedziała co wiedziała, a miała się zmienić – krzyczał Jednoręki Kurt,

- Dajcie spokój, zaraz z wszystkimi tak zrobi, więc po co te nerwy. - wszystko podsumował Ernest.

Nagle wśród społeczności zapanowała trwoga, bo co będzie dalej, może Pewna Pani ubezwłasnowolni wszystkich, tak jak zrobiła to z  S-mi. –  Nie możemy na to pozwolić, ludu pokaż żeś roztropny!!! – manifestowali inni – Chcemy praworządności, dyktat won! - skandowali drudzy.

Całe zamieszanie wywołał przecież mały papierek z tekstem:

”                                                                                                  Dekret Pewnej Pani

Art. 1.
Na mocy przysługującego mi prawa mając na uwadze dobro wspólne ogółu, przyszłość narodu Shanów oraz ich kraju postanawiam w dniu dzisiejszym odsunąć od władzy Księcia Shanii Cristo at Rabaniego i przejąć pełnię władzy nad tym krajem autonomicznym wchodzącym w skład Federacji Al Rajn.

Art. 2.
Władzę nad Księstwem Shanii przejmuję na czas nieokreślony i ustanie ona z chwilą wyłonienia nowego władcy.

Art. 3.
Dekret wchodzi w życie z chwilą jego ogłoszenia.”

Published in: on Grudzień 17, 2009 at 9:17 am  Dodaj komentarz  

Adrian Trydencki – “Mój Mentor”

Dawno, dawno temu żył sobie pewien pan. Pan ten miał dużo pracy, malował obrazy, pisał powieści, uprawiał rolę i nauczał młodych postaw obywatelskich.  Nazywany był panem WCh. Pan WCh uwielbiał podróżować, czy to pociągiem, czy statkiem, czy rowerem, a nawet pieszo, każdy go rozpoznawał i kłaniał się w pas. Mimo, że Pan WCh nadal pracował darzony był wielkim autorytetem i miłością ludu. Bywał też na wielu konferencjach artystycznych, naukowych i filozoficznych. Obrazy Pana WCh zdobywały uznanie w całym świcie, znane były aż tam, po horyzont, tam gdzie nie sięga wzrok.

Podczas kolejnej z rzędu eskapady Pana WCh została nawiązana znajomość z mało znanym chłoptasiem, który nazywany był MT, raczkujący jeszcze wtedy MT był pod wrażeniem geniuszu WCh, jego talentu i wspaniałomyślności. Jednak medal ma strony dwie, więc i MT złościł się na początku niemożliwie na Pana WCh. WCh odpływał i przypływał razem z ruchem wody morskiej, jak piasek w klepsydrze i  jak zachodzące, i wschodzące słońce. Tęsknota MT za Panem WCh była przeogromna. MT, wygnany przez matkę z domu ruszył w poszukiwania WCh i znalazł go, od tej pory MT stara się nie rozstawać ze swoim mistrzem i mentorem ani na moment, chce się odeń uczyć i być jak on. Wielki WCh.

Published in: on Grudzień 17, 2009 at 9:16 am  Dodaj komentarz  

Adrian Trydencki – “Szczyt Bezczelności”

Redakcja jest znużona już upominaniem wszechobecnych macek kalmara, którego sobie ktoś kupił i nazwał Rotria. Zwierzak ten jest wysoce niezdyscyplinowany, niepocieszony, zdesperowany, frustrujący. Od dłuższego czasu nie był karmiony, przymiera głodem pokoju i stagnacji, została zeń tylko kupka chrząstek i trochę mięśni. Zaczyna już pluć czarnym atramentem. Uprzejmie proszę szanownego właściciela zwierzaczka o zaniesienie go do weterynarza, gdyż cierpi on również na drgawki. Szanowny Batts i mniej szanowny Trydencki  nie życzą sobie oglądania jego wygibasów pod oknami. Prosimy również, by nie zaśmiecał terenu Neverwerldu. Dziś wystosuję prośbę oficjalną do głowy zwierzaka.

Published in: on Grudzień 17, 2009 at 9:14 am  Dodaj komentarz  

Adrian Trydencki – “Przypowieść o rzeczywistości.”

Była sobie kiedyś w ogromnym i ciemnym lesie malutka polanka. Na tej łączce w każdą niedzielę odbywały się zgromadzenia zwierząt leśnych. Przybywał mocarny niedźwiedź, pracowita mrówka, szalony bóbr z ogonem, jak wiosło, groźny szerszeń i rozgadane zajączki, i wystraszone przepióreczki.

Na p0lance zawsze zwierzaki rozwiązywały konflikty, rozmawiały, prowadziły mediacje, arbitraże i wszelkie inne ważne sprawy załatwiane były tutaj. Mimo wagi tego miejsca, zawsze panowała senna i dobra atmosfera. Rzadko zdarzały się awantury i kłótnie. Nawet z ludźmi, którzy polanę uważali za swoja własność, dogadywano się świetnie.

Pewnego słonecznego dnia na polanę podczas obrad wpadł rozwścieczony drwal, który żądał tego kawałka ziemi, gdyż uważał, że to on utrzymywał w czystości polankę i jej mieszkańców. Jeśli tego lokatorzy łączki nie zrobią, groził przyprowadzeniem swoich kompanów i dokona zupełnego przewrotu.

Co powinny zrobić zwierzaki? Zjednoczyć się i walczyć przeciwko drwalowi, czy może poddać się jego woli? Jak zachował się drwal i czy dobrze o nim świadczy? Do kogo należy polanka, skoro zwierzaki załatwiały wszystkie sprawy? Na te pytania odpowiedzcie Wy, Drodzy Czytelnicy.

Published in: on Grudzień 17, 2009 at 9:06 am  Dodaj komentarz  
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.