A kiedy nie ma już odwrotu
i u bram twych staję
A kiedy nie ma już odwrotu
i starchem opętany miecz ze sobą niosę
A kiedy nie ma już odwrotu
i w twarz twą patrzę
A kiedy nie ma już odwrotu
by przeciwko Tobie najpierw sam ze sobą walczę
Niech Allah Ahmedi siłę da mi
Niech Bogowie wszyscy dadzą
wszak każdy z nich ten sam dzień i tę samą noc pobłogosławić raczył
a w odwrocie pokój znajdę
aż uchowam się od miecza
aż w cieniu lasu zasnę
po wieków kres istnienia
W Chattyckim słońcu zasnę